Corp talk :)

Anglojęzyczne zapożyczania to codzienność korporacyjnego języka. Tworzymy niezliczone drafty dokumentów, przed spotkaniem z potencjalnym klientem robimy research w internecie, zatrudniamy freelancerów, a deadliny gonią nas na asap.

Zastanawialiście się kiedyś, skąd się wzięło określenie freelancer oraz deadline?

Termin freelancer czyli wolny strzelec został po raz pierwszy użyty przez szkockiego poetę Waltera Scotta w powieści ‘Ivanhoe’ – ‘I offered Richard the service of my Free Lancers, and he refused them—I will lead them to Hull, seize on shipping, and embark for Flanders; thanks to the bustling times, a man of action will always find employment.Oznaczał on najemnego żołnierza z nieodłączną lancą, który zwykle służył temu panu, który zapłacił najwięcej. Dzisiejsi freelancerzy zamienili lance na laptopy i poszukują nowych wyzwań nie na polu walki, a surfując w internecie.

Źródeł kolejnego - trochę złowieszczego - terminu należy szukać w czasach krwawej wojny secesyjnej, a dokładnie w obozie jenieckim Camp Sumter w Andersonville, gdzie konfederaci więzili żołnierzy federalnych. Tragiczne warunki sanitarne, głodowe racje żywnościowe oraz zanieczyszczone źródło wody pitnej przyczyniło się do śmierci ponad 3000 więźniów. Właśnie wtedy pojawił się termin Dead Line – linia śmierci, która była po prostu niskim płotem. Oddzielała ona bardzo symbolicznie miejsce, w którym mogli przebywać jeńcy od znajdującego się w odległości ok. 5 metrów drewnianego ogrodzenia obozu. Przekroczenie tej umownej linii groziło zastrzeleniem przez strażnika, a właśnie za ogrodzeniem znajdowało się nowe, czyste źródło wody pitnej. Zdesperowani więźniowie ryzykowali życie dla paru kropli czystej wody, a część z nich zginęła od kul przekroczywszy deadline.

A jakie są wasze deadliny na ten tydzień?